7.22.2014

Rozdział I - " Blood ties "

Cassie:
Śmierć. Czymże jest tak naprawdę? Założę się że każdy śmiertelny człowiek zadał sobie to pytanie choć raz. Cóż, dość trudno to wyjaśnić ale ja zetknęłam się z nią parę dni temu gdy samochód moich rodziców wpadł do jeziora. Tata siedział za kierownicą a mama obok. Ja z bratem zajmowaliśmy siedzenia z tyłu. Gdy się ocknęłam samochód był już w większości pod wodą. Zdążyłam wziąć ostatni łyk powietrza zanim zanurzyliśmy się całkowicie. Nim się zorientowałam byliśmy już na samym dnie jeziora. Spojrzałam przed siebie i ujrzałam ojca próbującego zbić szybę łokciem, mamę która zawzięcie pociągała za klamkę w celu otwarcia drzwi samochodu, brata próbującego uwolnić się z zatrzasku pasa. Po chwili już tylko tata miotał się po samochodzie, widziałam jak się męczy i stara żeby nas stąd wydostać. Zdawałam sobie sprawę z tego iż to już koniec. Złapałam tatę za rękę, wypowiedziałam dwa słowa „ Kocham Cię „ i umarłam. Następnego dnia obudziłam się w pobliskim szpitalu podpięta to respiratora, kroplówki i innych dupereli. Pierwszymi słowami, które do mnie wypowiedziano to to że moja cała rodzina nie żyje i że nie wiadomo jak zdołałam wydostać się z samochodu. Twierdzili że to cud ja natomiast miałam inne zdanie. Wypisali mnie po jakimś tygodniu gdy babcia po mnie przyjechała. Dom w Californii wystawiliśmy na sprzedaż ponieważ ja mam zamieszkać w Mystic Falls w domu rodzinnym mojej matki. Nie chce opuszczać tego miejsca, przyjaciół, szkoły, najpiękniejszych wspomnień ale wiem że babcia chce dla mnie jak najlepiej a z resztą, myślę że przeprowadzka do Falls jest dla mnie drugą szansą. Może tam, choć po części zapomnę o przykrych chwilach, o smutku. A przynajmniej mam taką nadzieję. Od razu po przyjeździe ze szpitala zaczęłam pakować swoje manaty po czym wyrzuciłam je za drzwi tak jakby były dla mnie bez znaczenia. Trochę po przechadzałam się po domu, powspominałam i wyszłam. Owszem było mi źle, wręcz okropnie ale starałam się tego nie okazywać aby babcia się nie martwiła. Droga do Mystic Falls była monotonna i długa a czas próbowałam zabić jakąś " dobrą książką ". Gdy dojechałyśmy do celu była już ciemna noc. Jasny, duży księżyc na tle wręcz czarnego nieba wyglądał tak magicznie. Z zamysłu uwolnił mnie głos mojej babci i automatycznie wzrok z nieba przeniósł się na drewniany dom otoczony malutkim białym płotkiem. Dawno temu, jak byłam małą dziewczynką przyjeżdżałam tu razem z bratem na wakacje i dom wydawał mi się wielki, piękny i taki pełny tajemnic. Wyobraźnia mi nieźle wtedy działała. Po przekroczeniu progu drzwi babcia od razu wskazała mi mój pokój a sama położyła się na kanapie i usnęła. Weszłam schodami na górę, otworzyłam drzwi i mym oczom ukazał się uroczy pokoik. Zapewne był on mojej mamy. Zapoznałam się z każdym kontem sypialni, rozpakowałam swoje rzeczy, umyłam się i położyłam się spać. Nagle obudził mnie hałas. Spojrzałam na zegarek, była już 3:00 w nocy. Ktoś dobijał mi się do okna. Zdaje mi się że rzucano w szybę kamieniami. Powoli wyjrzałam i zobaczyłam przystojnego, wysokiego i wysportowanego chłopaka, który trzymał w dłoni kamienie i uśmiechał się szyderczo. Otworzyłam okno i krzyknęłam:
- Ej, kim jesteś? Czego chcesz?
- Ty jesteś Blake? Cassie Blake? - zapytał z dość dużym przejęciem w głosie, co było trochę dziwne.
- Tak, a ty to??
- Jestem Tyler. Mieszkam obok. Widziałem Cię jak wysiadałaś z samochodu, byłem ciekawy czy to na pewno ty jesteś wnuczką pani Middle.
- Sory, ale jestem trochę zmęczona, wiesz... Długa podróż.
- Jasne, jasne. Rozumiem! - Po tych słowach już się zaczęłam wycofywać lecz Tyler dalej brnął w rozmowę.
- Cassie! - krzyknął. - Będziesz chodziła tu do szkoły?
- Mam taki zamiar, ale jeśli nadal będziesz taki nachalny może mi się odmienić! - chłopak rzucił mi tylko słodki uśmiech i odszedł. Kto by się spodziewał że tak szybko znajdę znajomego.
Tyler:
Widziałem ją, wyglądała tak niewinnie i nie groźnie. Aż szkoda że musi skończyć 

Obserwatorzy

Layout by Yassmine